Teksty subiektywne

Petencie pocałuj mnie w d…

Posted on

Każdemu z nas zdarza się zetknąć z urzędniczymi absurdami. Wiemy dobrze, że niejednokrotnie panie i panowie w okienkach są prokuratorami, sędziami i interpretatorami przepisów prawnych w jednej osobie. To oni decydują według własnego widzimisię, czy Kowalski sprawę załatwi, czy będzie musiał wziąć kilka dni urlopu na np. zarejestrowanie samochodu. Bo brakuje przecinka, „zero” na umowie wygląda jak „o”, podpis jest słabo czytelny… (te przykłady nie są wymyślone)


Są miejsca, gdzie człowiek (nie będę pisał „obywatel”, bo brzmi to bardzo po urzędniczemu) udaje się w dobrym humorze i w takim samym wraca z załatwioną sprawą (nawet gdy odstoi swoje w kolejce). Są jednak urzędy słynące z czepialskości, w których pracownicy czerpią energię z lekceważenia ludzi, z odsyłania ich do domu pod byle pretekstem.

Takie właśnie szczęście miał mój klient, pan A. Kupił on u mnie Fiata, pochodzącego z naszego rynku, a więc zarejestrowanego w Polsce. Nabywca dostał komplet dokumentów do przerejestrowania auta – kartę pojazdu, dowód rejestracyjny z wpisanym, aktualnym badaniem, umowę pośrednią, przenoszącą własność auta na moją firmę oraz fakturę zakupu.

Z tymi papierkami udał się do pewnego dużego WK, w dawnym mieście wojewódzkim, którego nazwa widnieje w nazwie bloga…

Tutaj bardzo długa dygresja – w lutym Tymon Grabowski opublikował kontrowersyjny tekst na temat m.in. jawności wszystkich kwot transakcji przy umowach kupna-sprzedaży samochodów.
Absolutnie nie zgadzam się z autorem, postulującym (mam nadzieję, że z przekory), by wprowadzono obowiązek zamieszczania cen sprzedaży wszystkich samochodów w ogólnodostępnej bazie. To, ile ktoś zapłacił za daną rzecz, jest sprawą prywatną i postronnym nic do tego. Wścibski sąsiad nie musi wiedzieć, ile dałeś za samochód. W przypadku samochodów traktowanych jako towar handlowy, ujawnienie cen rodziłoby szereg problemów. Nie będę rozpisywał się szczegółowo, ani mocno polemizował ze wspomnianym artykułem, bo nie o tym mój tekst.


Podam więc przykład z autopsji- za 4500 zł. kupuję samochód, który na rynku jest wart około 8000 zł. Na umowie (jawnej) mam kwotę zakupu. Auto bardzo fajne, ale wymaga polakierowania kilku elementów, stuka zawieszenie, biją tarcze hamulcowe, wnętrze jest brudne, kończy się badanie techniczne i OC. Zaczynam naprawę i na starcie u lakiernika zostawiam 2100 (6 elementów z cieniowaniem, wymiana skorodowanego błotnika przedniego), w międzyczasie w US płacę PCC od, oczywiście podwyższonej przez urzędnika, kwoty 6000 zł, czyli 120 złotówek idzie do kasy państwowej. Tarcze hamulcowe + klocki + wahacz i łączniki stabilizatora to wydatek (wraz z wymianą) 600 zł. Piorę we własnym zakresie, więc koszt jest niewielki (pomijam). Badanie techniczne dla auta z LPG kosztuje 160 zł, polisa OC miesięczna to 65 zł. Podsumowując – samochód wyszedł mnie 7545 zł.
Jest to rozliczenie bardzo uproszczone i zaniżone, ponieważ nie uwzględnia np. kosztów prowadzenia działalności gospodarczej, które są niemałe, ale trzeba by je rozbijać na ilość sprzedanych w danym miesiącu samochodów. Fakt, że trochę zaskoczyły mnie wydatki związane z lakierowaniem, ale nie było innej możliwości, bo kolor specyficzny, wymagający cieniowania na sąsiadujące elementy.
Wystawiam samochód optymistycznie za 8500 zł. Przyjeżdża klient, który zawału dostaje na widok jednej ryski na drzwiach (chcąc wcześniej zlikwidować tę niewielką rysę musiałbym zgodzić się na lakierowanie kolejnych drzwi i cieniowanie na dwa elementy, a na to już rozsądek i kalkulator nie pozwalał.
Klient wymęczył samochód za 7900 zł. Przystałem na to, bo chciałem się już tego auta pozbyć, choćby bez zarobku.
I teraz wersje

  1. Gdyby kupujący usłyszał, że ja w to auto włożyłem 3000 zł, żeby można je było uczciwie sprzedać, spieprzałby z placu z piskiem trampek, bo uznałby że chcę mu wcisnąć szrot.
  2. Gdyby kupujący zobaczył na umowie kwotę mojego zakupu, uznałby, że kupiłem auto za pół ceny (podejrzane) i zarabiam na nim aż 3500zł, każdy problem już po zakupie, typu spalona żarówka, zepsute lusterko itp. byłby (z dużym prawdopodobieństwem) zgłaszany byłby do mnie, jako roszczenie. Przecież „handlarz zarobił trzy pińcet, niech ch*j naprawia, bo jak nie to do sądu”.


Uprzedzając komentarze – to, czy zarobiłem na samochodzie, czy straciłem, to moja sprawa. Rękojmia obejmuje również te auta, na których wtopiłem i prawo jest prawem. Wielu ludzi widząc jednak, że ktoś na nich „przyrobił” podkręca swoje roszczenia do granic absurdu. Najgłupszą rzeczą, jaką można zrobić, to tłumaczyć się klientowi, że wcale zarobek nie był taki duży, bo koszty naprawy, bo ZUSY, podatki itp. Klient nawet nie stara się uwierzyć, ani zrozumieć, a generalnie takie wyznania, same w sobie są żałosne. Tłumaczy się winny, a pracuje się chyba po to, by zarabiać.
Jeśli odpowiada mi towar i godzę się na cenę, ja osobiście, mam w dupie to, czy sprzedawca zarobił na mnie złotówkę, czy milion. Nikt mnie do zakupu nie zmusza.

Kwota na umowie powinna być tajemnicą i koniec.

Koniec dygresji też.

Wracając do tematu – nabywca Fiata został odprawiony przez urzędnika z kwitkiem, bo na umowie pośredniej była „przekreślona w sposób uniemożliwiający odczytanie” kwota transakcji. O problemie zostałem przez niego poinformowany i na drugi dzień udałem się do wspomnianego WK, zabierając ze sobą treść Rozporządzenia Ministra Infrastruktury i Rozwoju, z dnia 14 maja 2015r. Tam w §4, ust. 2b. czytamy: „w oryginale dowodu własności albo kopii dowodu własności przed jej notarialnym poświadczeniem,o których mowa w ust. 2a, informacja o cenie pojazdu może być przekreślona w sposób uniemożliwiający odczytanie tej ceny”

Ustęp 2a mówi, że dotyczy to przedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą w zakresie obrotu pojazdami.


Kierownik działu rejestracji najpierw zaczął mi interpretować przepisy po swojemu, według sobie tylko znanej logiki. Następnie ja, przeczytałem mu treść rozporządzenia, wraz z wyjaśnieniem jak dla pięciolatka i … przyznał mi rację, ale stwierdził, że
a. nie było sytuacji, by kogoś odprawili spod okienka
b. jak było tak, to znaczy, że ktoś miał braki w dokumentach, albo np. niezaparafowaną zmianę na umowie, a skreślenie taką zmianą jest

Stojąc przy okienku zauważyłem kątem oka… moich klientów, tych którym dzień wcześniej odmówiono rejestracji Fiata. Przyjechali drugi raz do WK rejestrować auto. Podszedłem do nich i poprosiłem o pokazanie panu kierownikowi dokumentów. Oczywiście wszystko było kompletne, zaparafowane gdzie trzeba i nie było się do czego doczepić.
Poprosiłem więc kierownika, żeby teraz przy tych ludziach, którzy wzięli drugi dzień urlopu z pracy, potwierdził, że wczoraj bezpodstawnie odmówiono im zarejestrowania auta. Pan kierownik, czerwony jak burak… potwierdził. Wygrałem.


P.S. Powiedziałem mu, że mam nadzieję, że „ci ludzie którzy tracą właśnie drugi dzień z powodu niedouczenia urzędników, zostaną przez niego obsłużeni dzisiaj od razu, bez kolejki”. Gość załamany odparował tylko: „chciałbym, ale aktualnie system nam nie działa…”

W sumie udało się to wszystko jakoś załatwić, łaskawie (jak system zaczął działać) zarejestrowano Punto, ja złożyłem na dzienniku podawczym pismo o uzasadnienie decyzji o nierejestrowaniu pojazdów z przekreśloną umową i dostałem dosyć szybko odpowiedź. Stwierdzono w niej (uogólniając), że oni w WK znają przepisy i nic takiego nie miało miejsca (patrz zdjęcie poniżej).

Ja pierd*lę, Matrix!


Teksty subiektywne

Matrix i inni – co nowego w sprzedaży

Posted on

Ten wyraz „nowego” w tytule jest tu jak najbardziej nie na miejscu, bo to, co mam nowe było jakiś czas temu ….

Ostatnio trochę złomów kupiłem u nas w Polsce i będą szukały szczęśliwego nabywcy 😉


Co takiego? Wiadomo, że same cuda 😉

To też mam…

Niektórych cen jeszcze nie określiłem, więc podam, jak ogarnę i skalkuluję auta.

Niektórych aut nie mam jeszcze na żadnych zdjęciach

-Colt Z30 2005 1,1 (117 tys.km, salon PL, 5 drzwi, srebrny, klimy brak)

-Panda 2003 rok 1,1 benzyna (140 tys.km, wspomaganie , centralny zamek, cena ok 6900)


– Clio 1,2 2004 Extreme (130 tys.km. czarny, alufelgi, 5 drzwi; Salon PL, cena ok. 6990)


– Fabia 1,4 sedan 2001 (129 tys.km. salon PL. wspomaganie, komp. el. szyby, centralny zamek, cena około 6500)


– Passat B5 FL 2003 1,9 101 kombi (280 tys.km. wszystkie elementy fabryczna grubość lakieru, poza lewym przednim błotnikiem, ładny i bardzo zadbany – jak na b5 FL niespotykane, cena około 9500)


– Kuga 2009 4×4 2,0 TDCI 136KM (silnik PSA oczywiście, przebieg 290 tys.km. skóra, panoramiczny dach, bezkluczykowe odpalanie itp, cena około 28900)


– Zafira B 2007 1,9 101KM (233 tys.km. Do końca 2017 regularne serwisy w ASO Marimex, wymiana rozrządu w ASO przy 157 tys.km. skrzynia i silnik pracują rewelacyjnie)


Poza tym wystawiłem Lancera sedana 1,5 benzyna (80 tys.km. przebiegu, pierwsza rej. 2011 rok, cena 25490)


https://www.otomoto.pl/oferta/mitsubishi-lancer-1-5-benzynaniski-udokumentowany-przebieg-80tys-km-prawie-jak-nowy-ID6BEOKO.html

Będzie też niebawem jeden z najbrzydszych samochodów jakie znam (zaraz po Lianie i Multipli) – Hyundai Matrix 1,6 z 2004 roku (przebieg 140 tys.km, klimatyzacja, 1 właściciel, cena około 6 tys.zł) oraz całkiem fajny Peugeot 308 1,6 benzyna z salonu PL, z przebiegiem 77 tys.km.