Kazek „Oględzinator” i istotna wada Audi A4

Posted on Posted in Teksty subiektywne

Kiedyś wrzuciłem na FB kilka zdjęć A4 B6 quattro 1,9. Piętnastoletnie Audi w ładnym stanie. Trzech właścicieli od nowości, kupione w salonie w kraju, w posiadaniu jakiegoś forumowicza kilka lat temu. Jest wątek na a4 klub, w którym opisuje wszystkie dokonane zmiany – dołożenie skóry i pierdołków s-line, kierownicy z B7 itp. 

Niewątpliwe plusy samochodu, to stan wizualny (jak na nastoletni samochód jest super), stan techniczny, w miarę przejrzysta historia (co ważne, przeszłość bezwypadkowa), niewielki przebieg (teraz 259, w 2009 wpis w ASO przy 170, cepik, forum itp)

Niewątpliwe minusy samochodu…

  1. Aktualny sprzedający
    Kawał chama, wieśniak, handlarzyk. Rozmawia z niektórymi dzwoniącymi niemiłym tonem. Selekcjonuje sobie ich na tych, z którymi mówi ładnie i takich, z którymi mówi brzydko.  Jeśli dzwoniący ma przygotowaną listę czterystu pytań i czyta te podpunkty, skwapliwie notując odpowiedzi, ten dupek zaczyna się powoli irytować. Odpowiada wyczerpująco na pytania, a następnie mówi, że na „OGLĘDZINY” można się umówić dopiero za dwa tygodnie. I z ceny nie chce zejść.
  2. Rdza. Wszechobecna i atakująca wybiórczo całe auto. Byli ostatnio klienci (bardzo miły pan, który wziął sobie do pomocy specjalistów). Jeden szpec robił za statystę, nic nie oglądał, ani słowem się nie odezwał. Drugi, profesjonalny doradca zaskarbił sobie moją sympatię i urósł w oczach, gdy wyjaśnił mi po co jest EGR. Otóż według niego EGR jest po to, żeby go… zaślepić. A jak poci się olejem, to zaślepienie wyeliminuje pocenie. Teoria trzymająca się kupy. Przestał mnie lubić, kiedy stwierdziłem, że jak coś jest w samochodzie, to lepiej kiedy spełnia swoją funkcję.
       Kiedy zapytałem go, czy chce miernik grubości lakieru, uśmiechając się tajemniczo, powiedział, że nie ma takiej potrzeby, po czym znienacka wyciągnął z kabury swój pikający miernik i ostrzelał całe auto, z podłużnicami , wnękami drzwi i denkami tłoków włącznie. Wyszło według zapewnienia handlarza (odkryliśmy tylko niewielką zaprawkę na rancie tylnego błotnika – tam nie zmierzyłem ja, przy zakupie), że auto wypadku  w życiorysie nie ma.
       Skoro nie odkryto mrocznej przeszłości, ze zgrzytem blach i wybuchem airbagów w tle, zaczęto szukać problemu dalej. Szukano, szukano… ja poszedłem sobie robić co innego, a tam szukano i… znaleziono! Poszukiwacz zawołał mnie i stwierdził, że niby z autem wszystko OK, ale martwi go, że wszędzie dookoła „aczwórkę” już zgnilizna gryzie. A jego kolega miał takie, rok starsze i grama rdzy na nim nie było! Na dowód „odkrywca” pokazał mi owe zgniłe miejsca, w tym piętnastoletnim szczurze. Patrz poniżej. To nie jest żart…

    Kolejny raz wybiło mi zarówno argumenty, jak i bezpieczniki w mózgu. Mam od dawna wielką chęć powiedzenia ze stoickim spokojem komuś takiemu, by spier&alał za płot i nie zawracał mi d*py. ale pewnie nigdy tego nie zrobię. Chciałbym to powiedzieć, by zobaczyć, czy mi ulży, czy po takim odreagowaniu schodzi z człowieka wściekłość na głupotę ludzką, czy też nie.  
    By nie być niemiłym wyjaśniłem tylko, że to co widzą raczej nie jest problemem w używanym (na dodatek tyloletnim) samochodzie, a oni z takimi wymaganiami może powinni udać się do salonu i te 18 tysięcy zł przeznaczyć na pierwszą wpłatę za nowe A4 (jeśli starczy). Podkreśliłem też,  że tu mają bezwypadkowe, „niezmęczone”, fajnie doposażone i ładne 1,9 quattro z niedużym przebiegiem itd.
    Grochem o ścianę. Kolumb odkrywca skwitował moje wyliczenia, podkreślenia i brednie słowami: „znajomy miał takie, o rok starsze i nie gniło”.
    Może wszystko to było sprytnym zabiegiem, żeby wynegocjować cenę, ale im nie wyszło. Na pytanie ile zejdę, odpowiedziałem, że nawet złotówki. Tak zakończyło się nasze spotkanie.
       Przy tym wszystkim, w tle, obecny był cały czas główny zainteresowany. Widać było, że auto się mu podoba. Nie odzywał się jednak, zdając się w całości na specjalistę, z  którym przybył…

    … a specjalista nigdy żadnego auta nie zaakceptuje, by gdyby nie dopatrzył jakiejś maleńkiej skazy, gdyby jakaś maleńka wada wyszła po zakupie, mógłby stracić miano znawcy. A tak, wszyscy będą opowiadać, że Kazio to się tak zna na autach, że już drugi rok szuka, bo same złomy ludzie sprzedają…

2 thoughts on “Kazek „Oględzinator” i istotna wada Audi A4

  1. Moim skromnym zdaniem nie zostawienie sobie pola manewru do opuszczenia ceny to trochę błąd, bo wtedy w 99% „fachowiec” się zacietrzewia myśląc: a Ty ch… jak nie opuścisz to nie weźmiemy i co nam zrobisz. Poza tym jak mam klienta przyjeżdżającego ze „specem” to wiem, że on jest kluczową decyzyjną osobą, stąd trzeba sobie go zjednać, najlepiej posypując głowę popiołem jak coś znajdzie nawet najdurniejszego. Wtedy jego ego rośnie, klient pieje z zachwytu, bo nie nadział się na minę i wtedy kluczowy jest ten margines do opuszczenia ceny.

    1. Masz rację. Wyszło z tym trochę źle, ponieważ nie miałem zamiaru dokładać da auta ani złotówki. Miał być 1000 zł jako bufor. Wyszedł mi kanał z hamulcami – zrobiłem i bufor się skończył, a nie chciałem podnosić ceny w ogłoszeniu. Sprawa jest jeszcze inna – dla kogoś normalnego cena jest negocjowalna. Mimo zrobienia układu hamulcowego, coś tam jeszcze da się zejść, tylko zależy komu. Przychodzi cymbał i nie mam zamiaru nawet drgnąć 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.