Wszyscy jeździmy „przystankami”

Posted on Posted in Teksty subiektywne

   Pod jednym z tekstów pojawił się komentarz, który zachęcił mnie do napisania kilku zdań wyjaśnienia niby prostej, a jednak skomplikowanej dla wielu kwestii.

Treść komentarza (pisownia oryginalna):

„Irytujace jest u handlarzy pisanie/mówienie :
„Samochód bezwypadkowy – nigdy nie miał żadnych przygód, poza obcierką prawego tylego błotnika”

Czyli miał przygode i nie jest bezwypadkowy (spotkalem sie z rozumowaniem handlarzy ze wypadek jest wtedy jak ktos ginie a kolizja jak wszyscy dochodza do siebie :D) – gdzie jest granica miedzy kolizja a wypadkiem?

To tak jakby napisac, Ford ma pelne wyposażenie, oprocz skóry, nawigacji, elektrycznych szyb, centralnego zamka itd.

Rozumiem że to twoja strona, twoj handel, twoje podejscie, niemniej jednak jest to wkurwiające dla wielu osób.”

 

   Można by powiedzieć, że wk*rwiające jest dla mnie podejście tego typu, gdzie przerysowanie gwoździem powinno traktować się jak wypadek, ale chyba rozumiem skąd się bierze takie mylne rozumienie sprawy. 

normą ma być ogół, a nie margines

   Właśnie ten margines ustalił w naszym kraju (i nie tylko) normę. Rozumiem poirytowanie ludzi, kiedy w ogłoszeniu zaznaczona jest opcja „bezwypadkowe”, a samochód przy bliższym poznaniu, okazuje się być poskładanym z dziesięciu innych, krzywym wrakiem. Coraz mniej takich przypadków, ponieważ kupujący są trochę bardziej świadomi swoich praw, bo jest internet i ulubione przeze mnie fora pełne małych Macierewiczów (jak się już nie odezwę na blogu, to znaczy, że siedzę), bo są jakieś programy typu „Z turbokamerą wśród handlarzy” itp.

dygresja

   Tak na marginesie – większość przypadków sfilmowanych i opublikowanych w tym programie jak najbardziej powinna się tam znaleźć. Są przykłady tak mocno rozbitych aut, wystawianych jako bezwypadkowe przez bezczelnych typków, że kiedy to widzę, wpadam w zachwyt nad tym, iż komuś chce się tak głęboko grzebać w gównie, w celu zarobienia paru tysięcy…

   Czasem jednak widać, że ekipa robi tanią sensację, bo nie ma czym zapchać tych 25 minut programu. Kiedyś oglądałem, jak na stosie usmażyli handlarzyka, nabywcę lekko uderzonego z tyłu Ufo. Do TV doniósł właściciel, który mu ten „wrak” sprzedał. Dla mnie już żałosne jest doniesienie przez sprzedającego na gościa, który od niego kupił. Jeśli Barani Łbie uważasz, że lekko stuknięty przez ciebie samochód będzie zagrażał na drodze, to zgłoś się z nim do stacji demontażu pojazdów, weź kwitek potwierdzający, że Honda idzie na surowce wtórne i ciesz się, że uratowałeś świat od potwora. Dlaczego tego jednak nie zrobisz? Bo jesteś pazerny. Bo na złomie za takie auto dostaniesz 2-3 tysiące, a od handlarza, co je naprawi, pewnie około 16-18 tys. srebrników polskich. Raczej logiczne jest, że nikt za stare auto nie da takiej kasy, by je rozebrać na graty. I ty to wiesz Barani Łbie. I bierzesz pieniądze, później donosisz i linczujecie biedoka, co se chciał na nowe kuboty dorobić. Chciwość zwycięża. I tak jest prawie wszędzie i prawie zawsze. 

powrót do tematu

   Coraz rzadziej, ale jednak nadal, zdarzają się przypadki bezwypadkowych wraków. Jeśli do tego dochodzi człowiek, który na autach się nie zna (ma do tego pełne prawo), a szczątkową wiedzę na temat motoryzacji czerpie z wspomnianych wcześniej mediów, to dochodzimy do sytuacji, gdy lepiej zakwalifikować wszystko, co widziało malarza i wszystko, co na skutek ingerencji z zewnątrz uległo odkształceniu, do aut powypadkowych.

lakiernik to diabeł

   Najprościej jest więc uznać, że bezwypadkowe jest tylko takie auto, które ma w stu procentach lakier fabryczny, na swojej drodze nie zetknęło się nigdy z żadnym obcym przedmiotem i nie było poddawane zabiegom PDR, oczywiście. Tym sposobem, polakierowana z powodu odprysków od kamieni maska, czy przerysowany przez wandala gwoździem dach, także klasyfikuje nam samochód do kategorii złomów. Złomem powypadkowym powinien być też samochód np. ze śladami po gradobiciu (które w większości przypadków da się usunąć bez lakierowania).

z mojego punktu widzenia

   Nie będę podawał żadnych definicji wypadku, kolizji itp. Każdy może sobie doczytać w internecie i interpretować jak chce.

   Ja, w przeciwieństwie do Autora komentarza przytoczonego na początku, uważam, że w żadnym razie wypadkiem nie jest i nie będzie każdy z przypadków wymienionych poniżej.  Mam pełne prawo do określenia „bezwypadkowy” przy sprzedaży samochodów, które miały w historii między innymi:

  • stłuczkę powstałą w ruchu ulicznym, gdzie uszkodzeniu uległo poszycie zewnętrzne, jakiś reflektor, zderzak, czy chłodnica (w niektórych samochodach delikatne dojechanie przodem powoduje uszkodzenie tejże).
  • rysę, przetarcie parkingowe, gradobicie (nie mówię tu oczywiście o przypadkach ekstremalnych, huraganach, powodziach).
  • jakiekolwiek deformacje elementów blacharskich bez uszkodzenia ramy, podłogi, podłużnic, elementów konstrukcji nośnej auta.
  • wiele innych niesklasyfikowanych zdarzeń, które w żaden sposób nie wpływają na poziom bezpieczeństwa, na właściwości jezdne i użytkowe samochodu. 

co nam grozi w przypadku auta bezwypadkowego, a lakierowanego w części lub w całości?

   Nic. Co najwyżej w przypadku roboty marnego lakiernika, który źle położy lakier, źle zabezpieczy antykorozyjnie elementy naprawiane, narażamy się na przyspieszoną korozję, na łuszczenie się lakieru bezbarwnego, czy pęknięcia szpachli (jeśli jest położona gruba warstwa). Znający się na rzeczy zapewne dopatrzą się po jakimś czasie śladów papieru ściernego pod lakierem, czy zatopionej w klarze śmieci. To wszystko grozi nam w przypadku niefachowego lakierowania, a da się to wykryć zazwyczaj na pierwszy rzut oka. To względy estetyczne, a gdzie zatem niebezpieczeństwo grożące użytkownikowi? To niebezpieczeństwo tkwi tylko w głowie i w świadomości kupującego. Świadomości budowanej zarówno przez wspomniane fora, czasopisma, programy TV, ale też przez przykre doświadczenia (swoje i znajomych) ze sprzedającymi bezwypadkowe auta-przystanki. Tacy sprzedający powinni być traktowani jako margines, a niestety ustalili normę. 

 

na koniec dwa przykłady

   Na zdjęciu poniżej, to nie jest samochód powypadkowy (Fiesta) i zawsze w przypadku takim i podobnym zaznaczę w ogłoszeniu opcję „bezwypadkowy” i zawsze mogę tą informację zamieścić na fakturze. Jeśli uważa ktoś inaczej – jest aktywne ogłoszenie – można na mnie donieść do „Kamery wśród zwierząt”, czy jakoś tak…

 

 

 

   A dla przykładu, czarna Panda (zdjęcie z archiwum, nigdy tego auta nie sprzedawałem) jest autem powypadkowym i ukrywanie tego faktu jest, delikatnie ujmując sprawę, nieuczciwe. Kiedyś, dawno temu pisałem o autach, których nie chciałem

14 thoughts on “Wszyscy jeździmy „przystankami”

  1. Rozdziel człowieku lepiej te zdjęcia, bo czytam że „to NIE JEST auto powypadkowe ” i kątem oka łape tą pandę. Brrrrrr

  2. Mnie nie robi różnicy jakivh słów używa sprzedający. Ważne, żeby uczciwie opisał auto. Jeśli auto jest oznaczone jako bezwypadkowe, a z opisu wynika, że jest zespawane z trzech bezwypadkowych kawałków, to dla mnie ok. Mam pełną informację, ch.. z tym, jak została przekazana.

    Ogólna zasada jest prosta, boisz się lub się nie znasz, to kup nową pandę, zamiast wymęczonego e60.

  3. Twojego bloga czytam od dawna, lepszego tekstu i opisu ludzi nie może być. Kilka aut sprzedałem, ludzie są naiwni i chcą być oszukiwani. Bo sprzedający powiedział że bezwypadkowy to tak jest. Kupują wtedy te wygiglane cacuszka dziś kontra inne z zarysowania zderzakiem, mała wgniotka na błotniku bo „bity” to nie biorę. A za rok to wygiglane cacko ma już posiadany lakier, popękany szpachel i rdzę w miejscach gdzie jej nie powinno być, a „bite” jest nadal zdrowe z zarysowanym zderzakiem i wgniotka na zderzaku. Ale sami sobie zgotowalismy taki los, trzeba się uzerać z głupkami.

    1. Tego się nie zmieni. Ile razu umieram ze śmiechu, kiedy ludzie uciekają od super auta z powodu ryski, czy wgniotki…
      Czasem widzę później co kupili i śmieję się po raz drugi. Świata nie zmienimy.

  4. Khem, a ten nowy blog to ma jakis RSS, czy cos?
    Bo jak znam zycie, stary RSS przestal dzialac… a na nowym blogu nie umiem znalezc linka RSS. A chcialbym dalej czytac…

    1. Nasz rozbudowany dział IT (pan Gienek na emeryturze, co skończył kurs na Nortona Commandera w 95roku i z sukcesem wrzucił tu na stronę licznik wejść z Atari) popracuje nad tym. Dla mnie RSS to za dużo o jedno „S” w nazwie Focusa RS 🙂

      1. Szkoda, bo dla mnie to oznacza że zaraz stracę kontakt z tym blogiem. Na starym już nic nie będzie, a nowy do czytnika nie jest podpięty. Mógłbyś wrzucić posta na stary blog gdy już tu będzie RSS?

  5. „co nam grozi w przypadku auta bezwypadkowego, a lakierowanego w części lub w całości?
    Nic. Co najwyżej w przypadku roboty marnego lakiernika, który źle położy lakier, źle zabezpieczy antykorozyjnie elementy naprawiane, narażamy się na przyspieszoną korozję, na łuszczenie się lakieru bezbarwnego, czy pęknięcia szpachli (jeśli jest położona gruba warstwa)”

    Odwracasz kota ogonem. Kupujacym chodzi o to, ze lakierowanie moglo sie odbyc na typowy januszowy odpierdol – bele zeby ladnie wygladalo podczas sprzedazy. A potem niech sie dzieje, co chce.
    I takich przypadkow jest bardzo wiele. Nikt nie chce kupic dobrze wygladajacego auta „bezwypadkowego” zeby za 3 miesiace okazalo sie iz polowa lakieru odpadla, bo byla robiona typowo po polsku. Rozumiem, ze dla Ciebie to nie jest problemem i takie „poprawki lakiernicze”, a raczej ich jakosc, jest ok.
    Twoj blog jest stronniczy, mimo ze ma przesmiewczy charakter i uwydatnia pazernosc kupujacych i czasami sprzedajacych. Robisz idiotow glownie ze sprzedajacych, jednakze po cichu przyklaskujesz drugiej najgorszej grupie biznesmenow januszy. Nie tych, co spawia 3 auta w jedno, tylko takich, ktorzy robia male „niewinne” oszustwa, bo przeciez klient chce dobrych samochodow i wychodowal januszy mini-oszustow.

    1. Nikt nic nie odwraca, bo się prezes pogniewa😉 nikt nie sprawdza jak auto było pomalowane, auto używane ma być jak nowe, nie ma mieć rys, które świadczą o tym że nikt nic nie robił, silnik umyty, farba w połysku pod maską, tak ma być, takie auta ludzie chcą kupować, nie chcą jeździć dobrymi autami, chcą „prawie” nowymi, które ukłują sąsiada w oko. Nie daj boże być szczerym, że się pomalowalo zderzak, to źle, lepiej: „panie nie bity, bezwypadkowy, super jeździ, gwarantuje za auto” a przyjechało wczoraj i gość nawet z lawety nim nie zjechał, to skąd ma wiedziec tyle o aucie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.