Teksty subiektywne

O Fiacie, co nie przeżył postoju

 

Kilkanaście dni temu wrzuciłem zdjęcie kupionego Fiata Punto II, który dwa lata wrastał w parking. Auto po pierwszym właścicielu, z przebiegiem 130 tys.km. – wymagające niewielkich poprawek na progach.

Po założeniu nowego akumulatora silnik pięknie odpalił, więc zdecydowaliśmy, że zamontujemy zapasówkę w miejsce „kapcia” i pojedziemy Fiatem na kołach. O dziwo, nawet tarcze hamulcowe nie były pordzewiałe, płyny i olej w normie.

 

Krótki postój na stacji benzynowej, zatankowanie, umycie szyb i można było skierować włoski sprzęt w stronę miejsca przeznaczenia. Po około 20 kilometrach zaskoczony zauważyłem, że zapaliła się czerwona kontrolka ciśnienia oleju. Znając problemy z czujnikami w tych motorach i słysząc idealną pracę silnika, nawet się nie przejąłem problemem. Dojechałem, posłuchałem motoru – nic nie klepało, pracował niemal bezgłośnie.
Na drugi dzień kupiłem nowy czujnik i założyłem go, by przekonać się, że problem mam trochę bardziej złożony…

Otóż ciśnienie oleju po kilku minutach pracy silnika zapaliło się ponownie 🙁
Zimny silnik – OK, po nagrzaniu silnika (czyli rozrzedzeniu oleju) – NIE OK 😉

No cóż, najprostsza diagnoza kosztowała mnie 23 złote (tyle zapłaciłem za czujnik), teraz pozostało zawieźć grata do mechanika, by ten wydał wyrok.
Ciśnienie oleju po zmierzeniu na ciepłym silniku miało wartość 0,0

Stoisz handlarzu zatem przed takim dylematem – czy zmieniać silnik, spawać progi, zmieniać wysprzęglik, uszkodzony wentyl itp. czy też może lepiej zabrać to dziadostwo na złom, stracić na starcie kilkaset złotych (dałeś za to więcej, bo nie przewidziałeś, że motor umrze po dwudziestu kilometrach) i mieć święty spokój?

Staram się do sprawy podchodzić ambitnie i raczej nie idę na łatwiznę. W ten sam dzień kupiłem silnik za 400 zł, a kolejne 400 wydałem na niezbędne uszczelniacze, uszczelki, wysprzęglik, olej i filtry. Na drugi dzień Fiat wyjechał z warsztatu o własnych siłach. Motor cichutko pracuje, a olej krąży z odpowiednim ciśnieniem po układzie.

Pytanie do znających temat. Co sprawiło, że motor stracił ciśnienie oleju na odcinku 20 kilometrów? Jestem ciekawy, czy można było temu zapobiec. Z całą pewnością, po pierwszym odpaleniu ciśnienie było ok, bo nawet po rozgrzaniu silnika, kontrolka się nie świeciła. Przez pierwsze kilometry jechałem bardzo delikatnie, po drodze ekspresowej nie więcej niż na zdjęciu powyżej.

Nie rozumiem. A co najciekawsze – kiedy już mi nie zależało, bo wiedziałem o co chodzi, zrobiłem ponad 20 kilometrów bez ciśnienia oleju i motor cały czas pracował cichutko 🙂

13 thoughts on “O Fiacie, co nie przeżył postoju

    1. Stan oleju był OK. Nikt nie miał czasu na sprawdzanie przyczyny. Stary motor poszedł na złom i Komisja Badania Spadków Ciśnień nie ma już co robić 🙂

  1. Może jakaś galareta się w misce zrobiła i stopniowo zapychała smok ?
    Gdyby Komisja Badania Spadków Ciśnień zadała sobie trud wykonania sekcji zwłok byłoby wiadomo a tak można sobie tylko gdybać 🙂

  2. na szybko to trzeba bylo filtr oleju odkrecic na odpalonym jak juz nie bylo tego cisnienia i zobaczyc czy leci olej, do filtra oleju idzie cisnienie odrazu po pompie oleju dopiero za filtrem idzie dalej w obieg, jesli tam by olej nie lecial (powinien mocnym strumieniem leciec) no to uszkodzona/zatkana pompa/smok/zawor regulacji cisnienia oleju pompy. tak czy inaczej trzeba by sciagac miske i najpierw obejzec smoka i mocowanie do pompy a zeby pompe wyjac to trzeba rozrzad rozbierac, to juz sie robi wiecej roboty niz przekladka silnika ktory mozna i za 200zl kupic (pasuje dowolny 1.0 1.1 1.2 aby byl fire, moze byc od una nawet gaznikowego, pasuje sprawdzalem, zakladalem nawet glowice z gaznikowego uno 1.0 do wtryskowego punto 1.1 i tez pasowalo wszystko i dzialalo 😉

    jako ciekawostke powiem ze ogladalem Toyote Starlet w automacie ktora bylo napisane „jezdzi tylko cos stuka w silniku” jak ja odpalilem to taki klekot jakby stado bocianow lecialo, oczywiscie cisnienie sie swiecilo ciagle, po odkreceniu filtra nawet kropelka oleju nie poleciala (oleju pelny stan na miarce) a gosc do mnie „no tak stuka, ale my tym jezdzimy mawet 30km gdzies byli i z powrotem i to normalnie jezdzi no tylko tak stuka” cos niesamowitego po prostu 😀 no ale z rzeszowa do lublina raczej by nie dojechalo 😉 pewnie dzieki automatowi ten silnik to wytrzymywal bo na niskich predkosciach obrotowych jezdzili, tak czy inaczej byl to trup, ale „zywy trup” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.