Teksty subiektywne

Chytry Chłop z Zagłebia odkrywa wady ukryte

   Nawiązując do poprzedniego wpisu, Skoda sobie pojechała ode mnie. Sprzedana za tyle, ile była warta, czyli tanio. Ach, te klasyczne klasyki, jangtajmery, jedynetakie… schodzą szybko, jak klar z czerwonych Passatów.
   W garażu leżakuje mi jeszcze jakieś Scirocco. Dobrze byłoby kogoś nim uszczęśliwić 🙂 Skoro znany, były diler VW z byłego miasta stołecznego wystawiał brzydkiego Golfa II GTI 8v, na nieoryginalnych felgach i sprężynach z Golfa Country za 39999, to za mojego automata „w oryginale”, ja pewnie z 29999 muszę zawołać. Ludziom się we łbach przewraca…

 

Teraz porcja smutów o Chytrym Chłopie z Zagłębia

Że ludzie narzekają na handlarzy, nie ma sensu pisać po raz setny. Wpisów i lamentów o treści „kupiłem u handlarza i się  zepsuło, a on się na mnie wypiął i kazał spadać na drzewo”, są w sieci tysiące. Dzisiaj druga strona medalu, czyli przydługawa historyjka z życia (mego) wzięta. Nie bronię cwaniactwa i nieuczciwości  sprzedających, skupiam się tutaj tylko na cwaniactwie i nieuczciwości kupujących. które w dużym zapewne stopniu wpływa na olewającą postawę niektórych sprzedawców.

   Micra K12 – kupiłem od pierwszej właścicielki. Auto z przebiegiem około 110 tys.km, miało pewien problem – raz na jakiś czas zapalał się check engine, silnik gasł i niekoniecznie od razu odpalał. Błąd na kompie – czujnik położenia wałka. Pani walczyła z tym problemem, wydała miliony i w końcu poległa. Komputer pokazywał błąd czujnika położenia wałka rozrządu. Znając problemy z łańcuchami w tych silnikach, zdecydowałem, że pierwszą czynnością będzie wymiana kompletnego rozrządu (choć za kadencji poprzedniej właścicielki już to robiono i spokój był tylko przez kilkanaście tysięcy kilometrów). Zamówiony zestaw mechanik zamontował, przy okazji wymienił też olej, jakieś sprężyny w zawieszeniu itp. Mały, miejski samochodzik ożył. Po testowych dwustu kilometrach zdecydowałem się wystawić go do sprzedaży. Przebieg mały, więc po kilku godzinach zjawili się klienci z odległego o 100 km miasta w Zagłębiu. 

   Miły starszy pan zauważył jakieś delikatne wgniecenia po gradzie, na które ja nie zwróciłem uwagi, więc cena poszła troszkę mocniej w dół. Kupował ze świadomością, że jest niewielki wyciek oleju z uszczelnienia na wale, więc trzeba będzie zrzucić skrzynię i wymienić simmerring. Koszt naprawy – jakieś 300-400 zł. Kulturalny gość zapłacił i pojechał do domu.

   Na drugi dzień dzwoni i informuje mnie, że auto zgasło w czasie jazdy i zapalił się check. Jakbym w łeb młotkiem oberwał! Cholera, to nie był naciągnięty łańcuch… mechanicy poprzedniej właścicielki polegli, mój mechanik dał ciała, co teraz z tym zrobić? 

   Nissan został mi dostarczony, klienta odwiozłem do odległego o 100 kilometrów domu. Mój mechanik zdecydował, że trzeba zamówić oryginalny czujnik położenia wałka w ASO Nissan. Koszt – prawie 400 zł, ale cóż, trzeba i koniec. Klient czeka na auto, dzwoni co dwie godziny, bo boi się, czy to wszystko nie było ukartowane. Obawia się, że ja otrzymałem kasę, po czym zdalnie wyłączyłem silnik w jego aucie, by w podły sposób je mu odebrać i dorobić się do końca życia na gracie za 6,5 tys. zł. 😉 Ale rozumiem jego niepokój, różni ludzie się zdarzają, a on mnie przecież nie znał.

   Czujnik został zmieniony i … Micra postanowiła nie odpalić już wcale. Zaczęły się więc poszukiwania problemu. Nadmieniam, że średnio co dwie, trzy godziny (jeśli nie dzwoniłem przez dłuższą chwilę, natychmiast dzwoniono do mnie) musiałem relacjonować właścicielowi Nissana, co aktualnie robię z jego samochodem. W słuchawce słyszałem oczywiście zachwyty na temat mojego profesjonalizmu, obietnice dobrych opinii w sieci i gdzie tylko się da oraz tego typu wspaniałości skierowane w moją stronę. 
   Wieloletnim problemem w tym K12 kazał się… przecięty kabelek w wiązce od czujnika wałka (jakiś matoł mechanik ciął kiedyś, nie wiem po co, te kabelki, a następnie zawinął je „na okrętkę” i zaizolował. Kable się pod izolacją ledwo stykały, czasem styku nie miały i to powodowało wspomniane wcześniej objawy. Cała zabawa z Micrą mogła kosztować mnie o 2 tys. zł. mniej gdyby mechanik przejrzał wiązkę, zanim poszliśmy w grube wymiany łańcuchów itp. 😉 Takie życie – raz się uda, innym razem nie.

   Ale do rzeczy – samochód został przeze mnie odwieziony do klienta, zatankowany do pełna praktycznie pod domem niesamowicie zadowolonego nabywcy (dostał gratis pół baku paliwa i w prezencie wino). Dziękował i śpiewał cały czas o jakichś dobrych opiniach w sieci, które mi będzie dozgonnie i co minutę  wystawiał. Tak, zgadzam się – moje zachowanie było w dupę przesadzone, wręcz patologiczne, ale miałem dobry dzień i postanowiłem być dla świata wspaniały. Kubeł zimnej wody poleciał mi na łeb  trzy tygodnie później…

Trzy tygodnie później

   Jadę sobie Mercedesem trzymając kciuki za szczelność airmatica, wtem przychodzi mi mms, w postaci czarnego tła, na czarnym tle. Nadawca- pan od Micry. Za sekundę dzwoni do mnie, a jego głos w słuchawce, brzmi jak głos policjanta wymuszającego zeznania na podejrzanym. Otóż stwierdza, że z całą pewnością wiem, co przedstawia to czarne zdjęcie, bo sprzedałem mu z premedytacją bubel, samochód z „bardzo poważną usterką”, z wadą ukrytą i jeszcze czymś tam. Auto ma pęknięcie na silniku i ten wyciek oleju z uszczelnia wału to ściema, bo olej leje się z pękniętego silnika. Pan zażądał kategorycznym tonem ustosunkowania się przeze mnie do zaistniałej sytuacji i niezwłocznej naprawy samochodu (używając zwrotów typu „oszustwo”, „wada ukryta” itp.) O co chodzi? 
   K12 1,2 ma taką przypadłość, że wymieniając rozrząd i demontując miskę olejową mechanicy podważają czymś fragment aluminiowego odlewu miski i on w 99 przypadkach na 100 pęka. Nie jest to żaden kluczowy, konstrukcyjny fragment, nie ma on styczności z olejem i w żaden sposób ten uszczerbiony fragment nie wpływa na wycieki, funkcjonowanie auta itp. Micra bez tego jest jedynie lżejsza o jakieś 5 dkg. Takie coś w opisywanej K12 zrobili mechanicy, którzy za czasów poprzedniej właścicielki wymieniali rozrząd.  

 

   Wyjaśniłem to dokładnie właścicielowi i zapewniłem go, że ten problem nie jest dla niego żadnym problemem, bo wyciek oleju jest z uszczelniacza na wale (zgodnie z tym, co mówiłem mu przed zakupem), a nie z pękniętej miski. Poinformowałem go też, że taka miska używana kosztuje do 100 zł i gdyby nawet jego diagnoza była trafna, to uszczelni silnik taniej, niż przy wymianie simmerringu na wale (nie musi zrzucać skrzyni biegów). Nadmieniłem, że nie ma się co łudzić, iż wymiana miski zlikwiduje jakikolwiek wyciek.
   Usłyszał ode mnie również, że prawdopodobnie zdaje sobie sprawę, że został ostatnio potraktowany tak, jak nigdzie indziej, dostał naprawiony i zatankowany samochód pod dom, czego nie zrobiłby pewnie prawie żaden autoryzowany salon sprzedaży aut nowych. Oznajmiłem mu, że działa to na mnie bardzo motywująco i jest mi niezwykle „miło”, gdy po tym wszystkim usłyszałem od niego pod swoim adresem oskarżenia o oszustwo. Zapewniłem go, że moja pomoc dla niego właśnie się zakończyła i od tego momentu może już do mnie nie dzwonić nigdy, bo ode mnie pomocy nie uzyska już w żadnym przypadku.

Co człowieka wkur#ia?

  To mnie denerwuje, że gdy jesteś zbyt dobry, miły i pomocny, prawie zawsze druga strona będzie to chciała wykorzystać. Gość zobaczył, że podchodzisz serio do każdego problemu, to szybko wymyślił sobie, jak w prosty sposób wydoić cię do bólu. Postanowił przy tym zagrać od razu ostro – startując do mnie, jakbym był jakimś drobnym kombinatorem. Trafia mnie, że możesz zrobić milion fajnych rzeczy, by zyskać zaufanie, a i tak zostaniesz przy najbliższej okazji zwyzywany od oszustów. Pan Micra pewnie oczekiwał, że strasząc mnie jakąś odpowiedzialnością za wady ukryte uda mu się bez kosztów zlikwidować wyciek, może jeszcze mu zatankuję do pełna… a za 10 tys.km. zadzwoni ponownie, tym razem z informacją, że przyszedł termin wymiany oleju i … „co ja na to”?!

   Człowiek się postarał, żeby klient był zadowolony, a w zamian, zamiast jakichś śmiesznych „dobrych opinii” usłyszał, że jest zwykłym krętaczem i oszustem. Czy warto było? Tak! Nauczka na przyszłość. Kobieta kupiła ostatnio auto i dostała 1300 zł rabatu ze względu na twarde sprzęgło i brak tylnej półki. Zadzwoniła do mnie z pretensjami, że półka kosztowała 350 zł, a ma jeszcze wymienić sprzęgło za 800! Usłyszała kulturalną sugestię, że musi sobie jakoś z tym poradzić.

6 thoughts on “Chytry Chłop z Zagłebia odkrywa wady ukryte

  1. Czytam Pańskie artykuły od dłuższego czasu i bardzo mi się podoba Pański styl pisania,oraz sposób w jaki przedstawia Pan sytuację od drugiej strony barykady.Ostatnio z kolegą pojechaliśmy pooglądać na jeden z komisów Honde Stream ,i pomimo mojego sceptycyzmu że z komisów aut się nie kupuje (mam same przykre doświadczenia) okazało się że jest nad wyraz dobra,i po dziś dzień dobrze służy,tak że nie można wrzucać wszystkich do jednego worka,a Panu życzę samych zrównoważonych klientów.Pozdrawiam 🙂

  2. „Każdy dobry uczynek zostanie przykładnie ukarany” niestety też tego doświadczyłem na własnej skórze i wyleczyło mnie to z chęci pomagania.

  3. samo życie! przyjeżdża kretyn kupować auto w cenie 2-3 dobrych rowerów i wymaga! co ty se handlarzu będziesz myślał, płacę wymagam. W tym roku nastąpiła wybitna kumulacja idiotów

    1. Bo jest bieda w kraju. Auto za 4, 8 tysięcy wymaga długiego oszczędzania, nie każdy chce kupować na kredyt.

  4. Hmmm… kabelki…
    Ja ostatnio ćwiczyłem na autku mojej Małżonki właśnie kabelki.
    To jest – wyszydzany przez wszystkich Ford Ka – już pełnoletni. Jednak jeździ i przeglądy przechodzi „od strzału” na stacjach z nieznajomymi diagnostami 🙂
    Lubię serwisować swoje auta i robię to od lat. Tylko swoje.
    Ka parę razy po prostu „umarł” podczas jazdy. Najpierw sądziłem, ze to wina partackiej instalacji alarmowej założonej lata temu przez „fachowców” i już jakiś czas okrojona przeze mnie do minimum, czyli do poziomu sterownika centralnego zamka, ale przegapiłem przekaźnik odcinający pompę paliwa :).
    No to go wyciąłem. O dziwo auto po tym manewrze pojechało.
    A parę dni potem ponownie „umarło”
    Pozostało rozkopać wiązkę, bo okazało się że zasilanie czytnika RFID do PAST „żyło sobie własnym życiem”.
    Podałem zasilanie bajpasem z dodatkowym bezpiecznikiem i na razie od pół roku spokój.
    Czytuje tego bloga od dawna i lubię go czytać 🙂 Fajnie napisany.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.