Teksty subiektywne

O tym, jak znowu dałem się zrobić w balona

 
 
 
Kolejny raz muszę napisać o tym, że bardzo często prywatni sprzedający są gorsi od nas, handlarzy. Mam właśnie przykład na to, jak dałem się zrobić w konia…

Jakiś czas temu przemiła kobieta chciała kupić u mnie Corollę 1,4 D4D i zostawić w rozliczeniu swoją Corsę D 1,4 LPG.
Z racji tego, że Corolla została udostępniona mojemu tacie do użytkowania (auto w rewelacyjnym stanie, bezwypadkowe, bez korozji) i zrobił nią już ładnych kilka tysięcy kilometrów od jesieni, uznałem, że czas na zmianę i tata przesiądzie się do Corsy z roczną instalacją LPG. Opla wystawię oczywiście do sprzedania i będzie użytkowany do czasu, aż znajdzie się klient. Tak robię zawsze.
 
Zamiana (za dopłatą z mojej strony) przebiegła szybko i w bardzo miłej atmosferze. Pani chciała auto  silnikiem diesla, z turbiną, bo twierdziła, że Opel 1,4 ma zbyt słabe przyspieszenie. Chciałem w to wierzyć i uwierzyłam… na jakiś czas.
Jak zawsze ufny, zapytałem tylko o kilka rzeczy odnośnie Corsy. Dowiedziałem się, że łańcuch rozrządu był wymieniany jakieś 10 miesięcy temu, a na moje pytanie o pobór oleju, kobieta zdecydowanie stwierdziła, że nie dolewa nic między wymianami, bo auto go „nie bierze”.

 

 

 

 

Zamiana przeprowadzona. Nowy użytkownik Opla zaakceptował samochód – a to nie jest taka prosta sprawa u starszej osoby. Niejednokrotnie przy zmianie auta (a ojciec handlarza zmienia je bardzo często) wysłuchuję całej litanii skarg i wniosków, co mobilizuje mnie do zintensyfikowania działań sprzedażowych. Tutaj nie było źle. Ojciec zadowolony, to ja tym bardziej. Wystawiłem wysoką cenę, by auto nie sprzedało się zbyt szybko. Teraz już wiem, ze ta wysoka cena będzie musiała zostać przeze mnie osiągnięta, aby zminimalizować stratę na samochodzie… 🙂
 
Corsa przejechała od momentu zmiany właściciela około 700 kilometrów. W dniu zakupu miarka pokazywała około 3/4 stanu oleju. Wczoraj postanowiłem sprawdzić poziom i jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że… bagnet jest suchy! Dolałem litr oleju i jeszcze nie osiągnąłem poprzedniego stanu. Auto spala około półtora litra oleju na 1000km! Co najciekawsze – katalizator musi w znacznym stopniu niwelować dymienie, bo jest praktycznie niezauważalne. Nie miałem szans dojrzeć tego oglądając auto.

 

 

 

Wczoraj więc zrozumiałem dlaczego pani tak bardzo chciała wymienić Opla na … cokolwiek innego. Zapragnąłem nawet ją o tym telefonicznie poinformować. Niestety… nie zechciała ode mnie odebrać telefonu. Kilka prób kontaktu zakończyło się niepowodzeniem. Pewnie jeszcze popróbuję po świętach…



Wnioski?

 

Ja po raz kolejny sparzyłem się na tym, że mierzę innych swoją miarą. Jeśli sprzedaję uczciwie, informując o ewentualnych usterkach, biorąc na klatę to, co w samochodzie może wyjść po zakupie, to spodziewam się, że wszyscy robią podobnie. Ale tak nie jest i kolejny raz widzę, że im ktoś milszy, tym okazuje się być większym oszustem.
Sprzedająca doskonale wiedziała, że w Oplu trzeba zrobić remont silnika i chamsko to zataiła. Oczywiście mogę iść z tym do sądu, procesować się przez lata, ale… mam to gdzieś i szkoda mi czasu. Corsa została rozliczona bardzo drogo, praktycznie w cenie rynkowej, więc na niej stracę, ale zrobię porządnie remont silnika, ojciec pojeździ nią kilka miesięcy i wiem, że nowy nabywca nie będzie miał do mnie pretensji, a wręcz przeciwnie, będzie z auta zadowolony.

 

 

 

 

Co ja myślę o pani, która mnie oszukała? Jej życie odda z pewnością z nawiązką. Mam tylko nadzieję, że będzie bardzo zadowolona z Corolli i zrobi nią bez usterek wiele tysięcy kilometrów. Serio.

 

 

 

P S
Ta kobieta wystawiała Corsę wcześniej na OLX w cenie zbliżonej do mojej. Każdy z Was mógł ją nabyć i każdy mógł się nadziać na minę.

Na koniec – kupujcie auta w komisach, w firmach zajmujących się profesjonalnie sprzedażą pojazdów. Coraz więcej „handlarzy” działa profesjonalnie i uczciwie, a w takich firmach macie rękojmię na zakupiony samochód, możecie zgłosić problem i raczej nigdy nie zostaniecie odesłani z kwitkiem. Każdemu zależy przecież na dobrej opinii.

 

 

 

Życzę wszystkim ZDROWYCH, radosnych Świąt Wielkiej Nocy 🙂

5 thoughts on “O tym, jak znowu dałem się zrobić w balona

  1. A szczególnie w Gnieźnie i okolicach. Niebieska łuna migomatów jaśnieje z setek okolicznych stodół. Powodzenia!
    Komis… naprawdę?

    1. Oczywiste jest, że nie wszystkie komisy są OK. Ja nie biorę pod uwagę patologii- ta jest wszędzie. Stwierdzam, i wiem co mówię, że coraz więcej firm podchodzi uczciwie do handlu samochodami. Ostrożność jest jednak wskazana zawsze.

  2. Wszędzie można trafić na oszusta, ale na prywatnego oszusta częściej niestety. Czasy troche się zmieniają. To dobrze akurat.
    Cóż, powodzenia z Corsą.

  3. fundacjaautotesto

    Ja polecam zerknąć mimo wszystko opisać sytuację i zobaczyć co zaproponują. Ja kilka lat temu nadziałem się przy zakupie swojego pierwszego samochodu. Opisałem im szczegółowo przebieg historii z samochodem po zakupie i w zamian dostałe bardzo obszerną i merytoryczną analizę tematu pod kątem prawnym. Samo zgłoszenie jest całkowicie bezpłatne.

    Właśnie przeczytałem wpis na FB u znajomego, który zachwala Cię jako sprzedawcę. Fajnie, że są uczciwi handlarze, to trochę zwiększa wiarę w ludzi. Bo ja póki co mam tylko negatywne doświadczenia i z automatu szukając aktualnie samochodu wybieram w serwisach tylko te ogłoszenia od osób prywatnych (choć masa komisów i tak się uznaje za osoby prywatne…:) ). Wychodzę jednak z założenia, że pozostawiając nieuczciwych sprzedawców bez konsekwencji, w jakiś sposób przyczyniamy się do tego, że po nas może być więcej osób, które padną ofiarą nieuczciwej transakcji. A fajnie gdyby takich było jak najmniej.

    1. Ja doskonale wiem, co można zrobić w zaistniałej sytuacji, ale nie będę podejmował kroków prawnych. W nowym wpisie wspomnę o rozwoju sytuacji z Corsą, bo sprawa została załatwiona (nie tak, jakbym chciał i jak mógłbym, ale mimo wszystko…)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.