Teksty subiektywne

Pani od Corsy odebrała telefon – ciąg dalszy historii

Pewnie niektórzy z Was zastanawiają się, jak zakończyła się historyjka z opisywaną tutaj Corsą.

Sprawa już zakończona, auto jeździ, założone przeze mnie koszty zgadzały się tylko w teorii i finalnie po tyłku finansowo oberwałem oczywiście trochę bardziej konkretnie. O tym jak to się wszystko potoczyło będę przynudzał w dzisiejszym tekście.

Myślałem, że naprawa silnika w tym przypadku będzie polegała na wymianie pierścieni tłokowych, uszczelniaczy zaworowych itp. W naiwności swej kalkulowałem „przyjemność” na około 2 tys.zł. Niestety, gdy mechanik zdemontował głowicę, napisał mi na messengerze, bym zadzwonił do niego, ale wcześniej wypił sobie melisę 🙂

 

 

 

 

 

Okazało się, że z silnika nie zostało praktycznie nic.

Uszkodzenia nie pozwalały na jego naprawę- porysowana gładź cylindra, zniszczony pierścień i tłok, zdarte panewki korbowodowe i wał korbowy. Jednym słowem – śmietnik. Zastanawia mnie tylko, jak to możliwe, że to jeździło i na pierwszy rzut oka wyglądało i brzmiało OK, a stukało tylko po nagrzaniu. Duża wtopa – wziąłem auto „na słowo”, a potem dałem do użytkowania komuś, kto by na kwadratowych tłokach nie odczuł różnicy… Mimo wszystko powinienem był wyczuć trupa w dniu zakupu…


Kupiłem silnik w bardzo dobrym stanie za 2200 zł (i to była przystępna cena), do tego uszczelniacz, uszczelki, olej, filtry, świece, i inne graty. Zmieniliśmy rozrząd, zalaliśmy silnik syntetykiem 5W40, a że leżał mi na półce Ceratec z Liqi Moly, postanowiłem wlać go profilaktycznie. Pamiętam, jak kiedyś wlałem go do swojego 1,9 TDI AJM. Przed zastosowaniem silnik pracował głośniej niż powinien, a efekt był niesamowity. Po kilku tysiącach kilometrów kultura pracy silnika zmieniła się nie do uwierzenia.
Wymieniliśmy też uszczelniacz półosi i olej w skrzyni biegów. Cała „inwestycja” z robocizną kosztowała mnie ponad 3500zł. Po wszystkim zawiozłem auto do znajomego, który od lat zajmuje się instalacjami LPG, by przejrzał zamontowanego w Corsie Staga. Okazało się, że dysze wtryskiwaczy były zamontowane w losowo wybranych miejscach, a najgorzej wyglądało to na pierwszym cylindrze (tam był pęknięty pierścień tłoka). Wyrzucono też niepotrzebną w tym silniku lubryfikację gniazd zaworowych.

Jak widać na zdjęciach powyżej – trafił mi się silnik w bardzo dobrym stanie. Auto jest teraz użytkowane głównie przeze mnie (chodzi mi o przejechanie jak największej liczby kilometrów w celu przetestowania motoru). Muszę przyznać, a przejechałem ponad tysiąc kilometrów po wymianie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Auto jeździ teraz fajnie, nie zużywa oleju, pali poza miastem 7 litrów LPG na 100km, co daje mi koszt przejechania tego odcinka na poziomie 10-11 PLN. Jako, że znam podstawy matematyki, jeżdżę teraz corsą prawie wszędzie 🙂

W tytule i w zapowiedzi napisałem, że kobieta, która sprzedała mi to szczęście, odebrała w końcu telefon. Tak, zapewne przez przypadek, odebrała i już nie mogła ododebrać. Oczywiście wyparła się wiedzy na temat jakichkolwiek problemów z silnikiem. Stwierdziła, że ona nie dolewała oleju wcale, co było prawdą – oleju dolewał jej chłopak, który… potwierdził ten fakt, ale zaprzeczył, by były to wspomniane przeze mnie ilości. Wszelkie tłumaczenia i zaprzeczenia były wiarygodne mniej więcej jak radiowa Trójka obecnie. Nawet nie chcieli pojechać do mechanika, by zobaczyć w jakim stanie jest silnik z ich Opla… bo wiedzieli dobrze w jakim stanie był w dniu sprzedaży, ale grali zdziwionych doskonale…

Padło w końcu fundamentalne pytanie – czego od nich oczekuję, ale zaraz po nim zaczęła się litania, jakież oni muszą ponieść koszty przy sprzedanej przeze mnie Corolli. Wyliczono, że wymiany wymagają klocki hamulcowe, bo piszczą przy hamowaniu (piszczały od początku – taki materiał) oraz… tu ciekawostka – zdiagnozowana przez ich mechanika, stukająca przekładnia kierownicza (zasugerowałem, by mechanik zanim naciągnie ich na koszty sprawdził typową przypadłość Corolli – krzyżak na kolumnie kierowniczej). Według nich do Toyoty musieli włożyć 1500 zł…

Powinienem był zażądać zwrotu całości kosztów, czyli kwoty 3000 zł. Wtedy już wiedziałem, że muszę kupić silnik i wstępnie szacowałem wydatki na tyle. Zaproponowałem połowę tej wartości i ludzie omal zawału nie dostali. Stwierdziłem w końcu, że dzielimy wszystkie ewentualne koszty na pół, widząc że wiele nie ugram. U mnie naprawa wyniesie 3000 zł, przyjąłem ich wyliczenia z kosmosu dotyczące Toyoty – 1500 zł (faktyczny koszt, jaki ich mógł czekać, to 200-400 zł. ale chciałem być fair, bo zawsze mogłem się mylić i maglownica faktycznie mogła mieć luz). Całość kosztów po obu stronach (suma Corsa+Corolla) dała nam 4500 zł i podzieliłem to po połowie. Zaproponowałem im, totalnie już zniechęcony, dopłatę 750 zł. Wtedy każdy miałby do wydania po 2250 🙂 Też za dużo… Zaczęła się durna licytacja, zakończona kwotą 600 zł. Tyle udało mi się uzyskać bez łażenia po sądach. Śmiech…

Reasumując – lepsze 600 zł niż nic.

Auto jest uczciwie naprawione i ktoś się nim jeszcze pocieszy długo.

P.S. Chodzi mi po głowie zrobienie tego, co robią teraz wszyscy – utworzenie kanału na YouTube. Kanał miałby traktować o tym, co robię, ale nie chciałbym powielać tysiąca innych treści. Z pewnością pod względem technicznym byłaby to robota tak profesjonalna, że przy mnie kanał Złomnika, byłby niczym hollywoodzka produkcja filmowa…

Powstrzymuje mnie też niechęć do pokazywania swojej gęby o wątpliwej urodzie, ale zawsze mógłbym występować w takim czymś

www.bestmilitary.pl

Jeśli uważa ktoś, że to przedsięwzięcie ma sens, napiszcie w komentarzu na FB, lub tutaj, co według Was byłoby ciekawe, jak coś takiego miałoby wyglądać, by Was nie nudziło i przyciągnęło nowych widzów. Można podrzucić przykładowe tematy, a rozważę, czy byłoby dla mnie wykonalne zrealizowanie tego.
P.S. Sprzęt jakim dysponuję to telefon Ericsson T28, aparat Cmiena 8 i rzutnik slajdów (też radziecki), co gwarantuje jakość i rozrywkę na wysokim poziomie 😉

Podejrzewam, że się nie odważę, ale gdzieś mi to we łbie siedzi…

14 thoughts on “Pani od Corsy odebrała telefon – ciąg dalszy historii

  1. Ja bym oglądał. „Przygody handlarza”. Najciekawsze byłyby procesy zakupu i sprzedaży, ale tu trzeba by uprzedzać inne osoby, że nagrywasz, więc możesz mieć opór z drugiej strony i będzie Ci to wpływało na interesy. Etap przygotowywania auta do sprzedaży też spoko. Mechanik może się ucieszy z reklamy. Powodzenia!

  2. Widzę że jak by człowiek się tego wypierał, jak by nie chciał, to jednak ulega modzie 😀
    Tyle że pisanie bloga w wolnej chwili, na czymkolwiek i gdziekolwiek to pikuś. Ale jak bym sam miał też teraz kręcić film, potem to montować. Zrobić to jakoś sensownie, z jakąś sensowną treścią i przekazać w sposób składny… to wiem że z tego nic nie będzie 😀

    Ale Ty masz w tym cel biznesowy! 🙂 Więc oglądałbym.

  3. Biorąc pod uwagę, że Złomnik sam do Adonisów się nie zalicza. MotoBieda czy Łysy też są specyficznej urody.
    Więc pod tym względem nie widzę przeszkód (powiedział niewidomy koń podczas Wielkiej Pardubickiej).

    Spróbować zawsze warto, choć nie jest łatwo (akhem, Blogo).

  4. Śmiało zarzucaj ten kanał na Youtube. Naprawdę masz talent do pisania fajnych tekstów, więc dasz sobie radę również na wizji.

  5. Oglądałabym! Nie kojarzę kanału handlarza autami. Może udałoby Ci się odczarować wizerunek tej branży.

  6. Nie pitol Domino tylko dawaj linka do youtube, felietony masz zacne to wideomateriały będą na początek co najmniej średnie podług mojej skali fejmu

  7. Na początek spróbuj gadających głów, podcast z kamerką, ewentualne zdjęcia do ilustracji. Jak już się poduczysz trochę montażu, światła i realizacji dźwięku to możesz ruszyć w teren. Nie w dzień rzym zbudowano, więc nie zniechęcaj się tym, że pierwsze filmy będą kiepskie. Tym bardziej nie zniechęcaj się tym, że youtube nie zachęca nowych twórców i zaczyna promować kanały dopiero gdy zrobią się duże. Ty masz lubianego bloga, więc masz już widownię na start. Odradzałbym też zabawę w monetyzację, reklamy są wkurzające a hajs z nich marny. Jak już (jeśli) się kanał rozkręci to możesz zacząć sprzedawać powierzchnię reklamową, ale się ceń – adekwatnie do reklam w gazetach czy telewizji w zależności od liczby subów/wyświetleń, nie daj się namówić na reklamę jakiegoś gówna do pielęgnacji brody dla 1000zł.

  8. jak byś pokazywał krajowe. tego nie ma. w dodatku klient miałby w gratisowe nagranie fury która jeździ. biznesowo tylko się opłaci 🙂

  9. Oglądać bym oglądał, ale yt ma sens jedynie kiedy jest dodawane coś regularnie. A wiem, że u ciebie regularnie oznacza od czasu do czasu. I tu będzie raczej problem. Tak sądzę.

  10. Pewnie, ze bym ogladal. Malo tego. Wydaje mi sie, ze taki kanal w dluzszej perspektywie moglby pomoc w biznesie. Pod warunkiem utrzymania go w formie transparentnego vloga biznesowego. Czyli opowiadanie o tym co sie robi w firmie, z komentarzem dlaczego tak, a nie inaczej. Pamietaj, ze to od nagrywajacego zalezy to ile pokaze szczegolow i jak wiele ujawni (wiadomo, ze nie kazdy chce sie pucowac z tego jak prowadzi wlasny biznes, sa pewne tajemnice biznesowe).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.