Teksty subiektywne

Skazany na bite

 

 

Pamiętacie wieczorny wpis z zeszłej niedzieli, ten ze zdjęcia poniżej?

 

 

 

Otóż byłem niesamowicie zadowolony z zakupu – auto z polskiego salonu, bezwypadkowe (dwie drobne szkody w historii, nic znaczącego), od pierwszego właściciela, z niewielkim przebiegiem to przepis na sukces. Nie mogło się nie udać! Cieszyłem się z zakupu, bo była to gwarancja szybkiego zwrotu kosztów i fajnego zarobku.

Jak wiadomo, nasze plany i oczekiwania czasem biorą w łeb. Możecie u mnie poczytać codziennie o jakimś sprzedanym samochodzie, o czymś świeżo kupionym, raczej o rzeczach pozytywnych, ale życie niekoniecznie jest pasmem sukcesów – zdarzają się i porażki. I dzisiaj o takiej właśnie.

 

1000 punktów w grze „Co pokaże następna godzina”

 

Po 21:00 kolega ruszył z Krakowa do Żywca świeżo zakupionym przez nas Golfem VII. Za niespełna godzinę stał w szczerym polu, w okolicach Suchej Beskidzkiej, wietrząc wnętrze z dymu po wystrzale poduszek powietrznych i starając się ogarnąć w głowie, co się przed chwilą wydarzyło.

Dzik wbiegł mu prosto przed maskę. Najpierw strzeliły poduszki – nie było czasu na wciśnięcie hamulca, na żadną reakcję. Nie jechał szybko, około 60 km/h. Tak niska prędkość daje nam złudne poczucie bezpieczeństwa i panowania nad sytuacją, a jak widać w niektórych okolicznościach, przy nagłym zdarzeniu nie mamy szans zrobić NIC.

 

 

Na szczęście nikt nie ucierpiał (poza dziką świnią), a auto to tylko rzecz.

 

Uderzenie nie było mocne – w samochodzie uszkodzeniu uległy jedynie wymienne elementy takie jak zderzak, maska, grill, pas przedni, chłodnica klimatyzacji, lampy. Strata byłaby niewielka, gdyby nie wystrzeliły poduszki powietrzne i pasy. Te systemy są teraz bardzo czułe w samochodach.

 

 

Na miejsce przyjechała policja – kolega ich wezwał, żeby zorganizowali zabranie martwego zwierzęcia (ruchliwa droga, realne zagrożenie). To był, jak się przekonaliśmy, błąd, bo kiedy za półtorej godziny przyjechaliśmy lawetą po Golfa – dzik leżał dalej przy drodze. Jedynymi efektami tego wezwania były zabrany dowód rejestracyjny i docinki ze strony mundurowych. Brakowało tyko mandatu za polowanie na dziką zwierzynę bez uprawnień i w okresie ochronnym. Taki strzał w kolano. Nigdy więcej.

 

Miał być fajny i szybki zarobek, będzie jakieś 4 – 5 tys. zł. straty na „kupionym nocą” …
Nie muszę chyba dodawać, że żadnego auto casco nie było, szczególnie, że auto zakupione zostało godzinę wcześniej.

 

PS.

Nie mogliśmy patrzeć na te otwarte poduszki, więc w poniedziałek rano pojechałem kupić „zestaw naprawczy” za ponad 4 tys. zł. i w ten sam dzień po południu wnętrze auta wyglądało już tak, jak przed polowaniem na dzika 🙂

Teraz „szybki zarobek” czeka w kolejce razem z innymi autami na lakiernika.

Chyba jestem skazany na bite 😉

5 thoughts on “Skazany na bite

  1. łoooo – a kto to z facebooka tu zajrzał? Dominiczku Złoty – na fejsiku to się lansujesz, skodzinki, FRy, folcwageny i polerowane mazdy reklamujesz, a tu odrobina prawdy się znalazła.
    Tutaj ciekawsze i dłuższe wpisy robiłeś, a tam na fejsiku częstsze. Buziaczki.

  2. Mam w nosie fejsa i nawet tam nie zaglądam ale tęsknię za wpisami tutaj. Dobrze, że kanału nie usunąłem z rssa bo się w końcu wpis pojawił 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.